W trzydziestym drugim roku mego życia, w nocy 18 dnia 11 miesiąca, miałem sen. Pośrodku przejrzystego nieba ujrzałem drogocennego siddhę Sangje Nienpę, zasiadającego w pokrytej białym jedwabiem lektyce, którą niosło wielu joginów. Promieniujące od nich światło i ich
niezrównana wspaniałość sprawiły, że straciłem swiadomość.
Nieco później obudziłem się ze snu. Jasne światło księżyca na niebie spowodowało, że góry rzucały głęboki czarny cień, który przypominał mi o niezliczonych czujących istotach cierpiących w tej mrocznej epoce. Zwróciłem się wówczas z błaganiem do Sangje Njenpy:
|
|
Niezrównany panie posiadający cudowne właściwości;
Myślę o obecnych czasach i wiem, że ty, panie,
Jesteś Trzema Klejnotami, które tak trudno znaleźć w świecie.
Spotkałem cię już wcześniej i każdy, kto cię spotka, znajduje ukojenie.
Pozbawieni obrońcy, zostajemy opanowani przez szaleństwo splamień.
Będąc obłąkani, próbujemi sami kierować swoim życiem.
Czyniąc tak, spadamy do trzech niższych światów.
Jeśli się tam znajdziemy, nie napotkamy okazji do wyzwolenia.
Mój umysł wypełniają te rozważania i rozmyślam nad nimi teraz.
Czując w ten sposób, jestem całkowicie zagubiony i nie wiem co czynić.
Przeżywając taką roztrerkę w tej pustej dolinie, nie śpię nocami i płaczę.
Myślę: "Śmierć przychodzi bez ostrzeżenia".
Odczuwając przerażenie, postanawiam nie tracić bezsensownie
Reszty mego życia, które jest tylko chwilą.
Autentyczna, święta Dharma nie powstała jeszcze we mnie,
Ale postanawiam nie angażować się w niedharmiczne działania.
Jakże mógłbym się odważyć, by w pomieszaniu zdobywać upragnione rzeczy.
Skoro to cenne ludzkie ciało trwa tylko przez chwilę,
Byłoby to jak zlizywanie miodu z ostrza brzytwy.
Myśl o niekończącym się procesie narodzin i śmierci budzi we mnie
wielkie przygnębienie.
Z całego serca pragnę uciec z samsary.
Jak mógłbym zajmować się sprawami tego życia wiedząc, że samsara jest
rzeźnią?
Najpierw pojawia się rezultat karmy naszych poprzednich negatywnych
czynów;
Potem to uwarunkowanie staje się wrodzoną skłonnością.
W końcu, jej skutkiem jest nieograniczone cierpienie.
Kiedy widzę jak te trzy przejawiają sie równocześnie,
Bezsensowne działania wpędzają mnie w smutek
I przywołuję ojców, których przepełnia współczucie.
Najpierw są ci nieszczęśliwi uczniowie, którzy rzadko znajdują obiekty
schronienia;
Potem są ich nauczyciele, którzy przyjmują ofiary, ale ciągle silnie cierpią;
W końcu wspólnie budują miłość i nienawiść.
Kiedy wszyscy razem utoną, nawet król Marów wpadnie w wielką rozpacz.
Sam nie posiadam w ogóle żadnej mocy.
W moim umyśle wirują myśli: "Co mam zrobić? Co będzie najlepsze?"
Ludzie nie znajdują szczęścia w swoich królestwach.
Wszystkie istoty umrą, od bydła po insekty.
Widzenie i słyszenie tego wszystkiego jest piekielną torturą.
Wszystko się zawsze traci, wszystko ulega zniszczeniu,
A wszelkie działania są okupione trudem i nie dają żadnych rezultatów.
Teraz wzbiera we mnie nieskończone przygnębienie .
Boska i święta Dharma nie pojawiła się jeszcze we mnie,
Ale nie zamierzam dalej praktykować samobójczych działań tego życia.
Tak modlilem się.
|
|